Miłość-online-150x150

miłość on-line

Pin on PinterestShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on Google+Print this page

Starałam się jakoś do tego tekstu przygotować, czytając fragment Psychologii internetu P. Wallace.  Dupa, niczego się nie dowiedziałam, jak to zwykle bywa, czytając niby to literaturę z półki psychologia.  Będzie więc po mojemu, jak zwykle.

Na dniach rozmawiałam z E. Dziewczyna stara się jakoś ułożyć swoje życie uczuciowe, ale jak to zwykle bywa w przypadku kobiet pięknych, inteligentnych i znającyc swoją wartość – źle trafiała. I mówię tu poważnie, w mojej obiektywnej (chyba) ocenie, ostatnich 3, z którymi się spotykała to chodzące porażki, totalne niedopasowanie i zero chemii.  Rzuciłam więc pomysł, żeby może spróbowała znaleźć kogoś przez net. W końcu hellloł, żyjemy w XXI wieku i i tak większość spraw załatwiamy siedząc przed kompem… no, a przynajmniej mamy taką możliwość.  Możemy kupić samochód, papier toaletowy, ziemniaki, opłacić rachunki, możemy się nawet wyspowiadać.

E. spojrzała na mnie, jakbym opowiedziała dowcip, a ja tak zupełnie serio. Wiem, że pokutuje jakiś dziwny pogląd, że w necie to ogłaszają się same resztki społeczne, których nikt nie chce. Podobno, skoro szukasz miłości zza swojego monitora, to oznacza, że jesteś w jakiś sposób wybrakowany, czy to mało inteligentny, czy przystojny, jesteś oszustem, zależy Ci tylko na seksie, jesteś socjopatą, mieszkasz z rodzicami? Chyba mogę  podziękować Czesławowi Mozilowi, za to, że przyznał się do korzystania z serwisów randkowych (co prawda chyba tylko w celu znalezienia partnerki do łóżka, ale zawsze). Jest niski i nie można zrozumieć o co mu chodzi, ale przynajmniej jest znany i fajną muzę robi, a to wystarczy do znalezienia sobie żony bez pomocy internetu.

Dlaczego tak reklamuję portale randkowe? To proste, jest to wyjątkowo czasooszczędny sposób na poznanie kogoś. Wpisujesz w wyszukiwarkę swoje preferencje, zainteresowania, miasto, region w którym szukasz swojej połówki i po kilku sekundach pojawiają Ci się potencjalni kandydaci, a z całej rzeszy pokemonów i rzeczywistych odpadków społecznych trafiasz na kilka osób, które mogłyby wzbudzić Twoje zainteresowanie. Co robisz dalej? Zaczepiasz, piszesz. Tu co prawda pojawia się problem, bo niby to kobiety powinny być zaczepiane, adorowane, a te prawdziwie atrakcyjne nie muszą palcem nawet kiwnąć, żeby znalazło się kilku, co chcą zaprosić na kawę ze śniadaniem.

Zauważyłam, że ostatnio nawet facebook, stał się miejscem, w którym można kogoś poderwać. Zaczepiasz, ona/on odczepi i niedługo potem dochodzi do wymiany zdań. Poza tym, nawet najwięksi znani przeze mnie dżentelmeni (w rozumieniu dwudziestoparolatków) jak już poznają dziewczynę, to sprawdzają, czy jest im przychylna klikając z nimi. Za moich czasów używało się do tego esemesów, czy GG, dziś nie wiedzieć czemu jest to czat na fecebooku (ludzie, przecież on jest cholernie niewygodny, wiadomości nie docierają, dźwięk jest irytujący, brak wyraźnego wizualnego powiadomienia o nowej wiadomości. Moi znajomi, zwracam się do Was, komunikujcie się ze pisząc na mój numer GG).

Zaleta? Nie marnuje się czasu na umawianie się w kawiarni, cukierni, na spacer. Siedzisz wieczorem w bamboszach, maseczka z glinki zielonej na facjacie, kubek kakao obok i rozmawiasz z wybraną osobą. Dowiadujesz się czym się zajmuje, co lubi robić, co myśli na dany temat i przekonujesz się, czy w ogóle warto wychodzić z domu, żeby się z nią spotkać.

Szansa na spotkanie oszusta, skurwysyna, czy psychopaty jest równa do tej w realu. Pora tylko zrozumieć, że portale randkowe nie są tylko dla pasztetów i socjopatów. Żyjemy co raz szybciej, świat robi się co raz mniejszy, mamy co raz mniej czasu, a internet służy pomocą w poznawaniu nowych, ciekawych ludzi. Zamiast czekać na księcia z bajki, warto samej zrobić klik.

Piszę z własnego doświadczenia. K. był internetowym kolegą wobec, którego nie miałam żadnych planów związanych z zaangażowaniem uczuciowym. I co?  Sama go sobie znalazłam.

Pin on PinterestShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on Google+Print this page

2 Comments

  • Premierku, wydaje mi się, że nie ma co się zniechęcać. Nie poszło z jedną, trzeba zapomnieć, próbować dalej. Chyba warto porzucić nastawienie „znajdę kobietę swojego życia”, a bardziej przyjąć postawę „chcę poznać ciekawych ludzi”, nie oczekując wiele poza tym.

    W relacjach damsko-męskich trzeba mieć twardą dupę i otwartą głowę. I nauczyć się wstawać z popiołów.

    View Comment
  • To niedobra rzecz 😛 Wyczaiłem jedną laskę, zagadaliśmy trochę, ale tamten czat był strasznie niewygodny więc wymieniliśmy się mailami. Wysłałem dwa maile żeby się umówić…i nic. Zero odpowiedzi. Specjalnie wysłałem dwie wiadomości bo wiem że czasem nie dochodzą, do wykładowców i do najlepszych znajomych też czasem muszę wysyłać po cztery razy. No i nic. Technika zawiodła, a mój ideał gdzieś zaginął, chociaż mieszka nie więcej niż 500 m ode mnie :( Zatruła mój umysł i śni mi się po nocach. Niby taka mała miejscowość i odległość między nami, a nigdzie nie mogę jej spotkać. Niestety pozostaje intensyfikacja poszukiwań w realu.
    Inną kwestią jest pani ze Śląska, wrrr do tej pory trzęsą mi się ręce jak o tym myślę.

    View Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*