stres-przed-slubem

przyszła panna młoda

Pin on PinterestShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on Google+Print this page

Pragnę zdementować. Fakt mojego narzeczeństwa nie jest przyczyną zaniedbywania hs. Powodem jest nuda, która mnie z każdej strony otacza. Brak czasu, człowiek po 8  godzina rozmów z klientami, ciągle w tym samym szablonie, nie ma już siły wieczorem na kreatywność. Bierze pilota, odpala Pudelka, Kwejka, dzwoni alarm na pigułę – pora się szykować do spania.  A i jak już się doczekam dnia wolnego, to sama nie wiem (jak to powiedziała K.) czy mam posprzątać, pozałatwiać sprawy, czy w końcu odpocząć. Czy może spotkać się z kuzynką, czy kimś innym.

O kuzynce trochę. Otóż moja kuzynka, już mi ślub zaplanowała i tak mi truje, że ciągle nie mogę się z nią wybrać na trip po salonach sukien ślubnych, aż  nabawiłam się przez nią koszmarów sennych. Śniło mi się, że w dniu ślubu okazało się, że zapomniałam…  powtarzam: ZAPOMNIAŁAM  (!) o wcześniejszym zakupie, czy w ogóle wyborze odpowiedniego odzienia na wcześniej wymienioną uroczystość. I tak nie pozostało mi nic innego tylko stawać na ślubnym kobiercu w dżinsach.

Tak zupełnie szczerze, to jak najdłużej nie chcę oglądać tych sukien. Nie mam na taką pieniędzy, a i tak wiem, że  przypominać w takiej będę kremówkę papieską, niż homo sapiens. Wiem, że przejdę przez istną mękę szukając jakiejś znośnej kiecki, a już na samą myśl o szukaniu białych, koszmarnych bucików, płacenia horrendalnej kwoty za bukiet przechodzą mnie ciarki. Zimne poty powoduje moje wyimaginowane odbicie w lustrze, w którym makijażystka nałoży mi za ciemną i spływającą w strugach wrześniowego deszczu tapetę, a fryzjerka zrobi koczek z kręconymi pejsikami, albo taki, który rozpadnie się po godzinie. Taka byłam szczęśliwa, spokojna, a teraz? Teraz, niech żyje przedślubny stres! Będzie mi towarzyszył do połowy września 2013. Dziękuję Elu.

Odliczam dni do urlopu (byleby nie trwałego) i do remontu. Bo jak, na Polaka przystało, takie właśnie plany mamy z K.  Chociaż on przebąkiwał coś, że zabierze się za to wcześniej z kolegą.  Przestrzegano mnie, że będzie to wyglądało mniej więcej tak: wracam z pracy, a zamiast bałaganu po remoncie, będę sprzątać puste butelki. Bardziej prawdopodobna byłaby wizja zastania ich z padami przed kompem.

 Ściskam!

Pozdrawiam ekonomikusa, który uparcie śledzi moje odpowiedzi na swoje komentarze i pewnie strasznie go trzęsie, że właściwie żadnych nie uzyskuje :*

Pin on PinterestShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on Google+Print this page

3 Comments

  • Nie uważam za człowieka inteligentnego kogoś, kto posługuje się słowną agresję, jak:
    „zamknij mordę”
    „Ciesz się, że nie sprzątasz kibli. Ja bym cię to tego nawet nie wziął, bo pewnie się nie nadajesz.”
    „to nie ja przegrałem życie”

    W dodatku agresją, wobec kogoś, kogo nie zna, więc skąd te emocje? Skąd te mocne słowa? Gdybyśmy się znali (?) i żywiłby Pan do mnie jakiś uraz, szczerze nienawidził i miał powody, to ok. Ale takie emocje budzę w kimś zupełnie mi nieznanym i obojętnym! A to ci sukces!

    Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy tak uparcie chcą by ich było na wierzchu, a przecież można być gdzie indziej i podziwiać rzeczy piękne i mądre.

    więc – żegnam pana

    :*

    View Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*