zdjęcie z: https://www.facebook.com/jemerced?fref=photo
zdjęcie z: https://www.facebook.com/jemerced?fref=photo

Jessica Mercedes – jestem szafiarką i wiem wszystko

Pin on PinterestShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on Google+Print this page

Starałam się nic nie pisać na temat szafiarek. Ot, taki dziwny twór. Kilka lat temu, kiedy wchodziło się na szafiarskiego bloga mogłam zostać zainspirowana. Dziewczyny kupowały ciuchy w lumpeksach, przerabiały je, wygrzebywały perełki z szafy mamy, ciotki, czy babci. Mogłam podziwiać ich pomysłowość, myśleć sobie –  ej, ja też tak mogę!  Z czasem jednak szafiarki dopadły social media, od facebooka, twitera po instagram. Wkrótce też dopadła je (lub one) telewizja (głównie śniadaniowa). Zaczęły się pojawiać w kobiecych czasopismach. Dopadli je też reklamodawcy i zarobki. I tak, oto z zainteresowania i pasji wytworzył się nowy, dziwaczny zawód.

I pewnie wszystko byłoby dobrze, gdyby szafiarki siedziały w temacie, na którym trochę powinny się znać – czyli ciuchach. Czy szafiarkę można uznać, za kogoś, kto się zna na modzie? Niekoniecznie, ale można ją spokojnie nazwać stylistką samej siebie. Dlaczego szafiarki nie poszły tą drogą? Przecież właśnie w tym są najlepsze, w wymyślaniu stylizacji. Przecież to przez nie, zwykłe założenie na siebie ciuchów do pracy/szkoły/na imprezę/do kawiarni nazywa się stylizacją, zamiast po prostu chęcią wyglądania jak człowiek wśród ludzi. Przecież dobranie bluzki do spodni, a do tego kolczyków, nie jest wielkim wysiłkiem (to znaczy, przy pobudce o 6:30 jest :] ).

Nie, szafiarki musiały pójść dalej. Ciuchy z sieciówek i szmateksów zastąpić droższymi markami, które albo kupują, albo otrzymują na własność, czy wypożyczenie do sesji. I gdzieś po drodze, w którymś momencie zauważyłam, że ja nie mam już kompletnie nic wspólnego z tymi dziewczynami. Bo jeśli ja muszę poważnie się zastanowić nad zakupem torebki za 150 zł, to na ile inspirująca może być dla mnie dziewczyna z torebką Chanel i oprawkami Prady? Przecież to samo, mogę zobaczyć w kolorowym piśmie o modzie. Tylko z lepszymi zdjęciami i modelkami 😛 (Nie zapomnę jednego artykułu, w jakimś piśmie, które przeglądałam w kawiarni dla zabicia czasu. Gwiazdą dla mnie była Charlize Mystery, która pojawiła się w kompletnie nieudanej „stylizacji”. W sukience z Orsay, całkiem ładnej, ale o kilka rozmiarów za dużej na szczuplutką szafiarkę, czy było warto? Straciła jedną odwiedzającą, nie wiem ile zyskała).

W całym tym galimatiasie, szafiarki postanowiły występować w telewizjach śniadaniowych i wypowiadać się na przeróżne tematy. O ile ktoś miał okazję dobudzać się za pomocą takich programów wie, że pieprzą w nich straszne głupoty. I tak, twarze szafiarek pojawiają się na kilka minut chaotycznej dyskusji o niczym, po czym znikają, a zastępuje je przerwa reklamowa. Szafiarki pojawiły się na ściankach, kolorowych pismach, a nawet zaczęto tworzyć z nimi memy. Oczywiście starają się z nimi walczyć, ale powinny się już nauczyć, że nie można uciszyć głosu internetu, ani portali plotkarskich, na które tak ochoczo wkroczyły. Może i pojawienie się na ściance i tv nie było dla nich jednoznaczne  z pojawieniem się na Pudelku, ale jest to transakcja wiązana. Chcesz żeby o Tobie mówiono? Głównie będą to plotki.

I tu pojawia się( na zupełnie świeżo) Jessica Mercedes, która daje nam do zrozumienia – jestem szafiarką i wiem wszystko. Wkroczyła w świat celebrytów już jakiś czas temu, ale chyba jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy.

,,Większość tych polskich celebrytów nie ma fanpejdża, albo nie ma Instagrama, albo go dopiero założyli i mają 500 obserwatorów, co jest mega kichą, bo ja mam 120 tysięcy. Ale naprawdę! Ale są cały czas na okładkach „Party” albo „Flesza”, a ja nigdy nie byłam w życiu na okładce. I się okazuje, że jakaś pani prowadzi jakiś program i jest na okładce, ale jakby zrobiła spotkanie fanami, to nikt by nie przyszedł, a jak dodaje zdjęcia na fejsa, to dostaje dwa lajki“, a później dodaje ,,Czuję, że za 10 lat wszyscy znikną, którzy są po znajomości w mediach, i mają swoje posady dzięki temu, że ktoś tam był ojcem, a ktoś tam kogoś wcisnął. I ja na przykład cieszę się, że ja wszystko zawdzięczam sobie. Mnie się nie łączy z nikim, tylko ja to zrobiłam, i koniec!“.

cytat z:

 http://www.sophisti.pl/felietony-i-porady/wozniak/i-masz-babo-placek-czyli-jess-analizuje-show-bizne/

I tak oto mamy dziewczynę, która mówi, o rzeczach, tak płytkich i idiotycznych w swojej małostokowści, jak ilość lajków, czy fanów. I gdzieś w całej tej wypowiedzi odnosi się wrażenie, że Jessica jest przekonana o swojej zajebistości, tak bardzo, że przekonuje nas, iż to ona zasługuje bardziej na okładkę w Party, czy Fleszu. Czym to się ma różnić od bycia celebrytą? Dodaje, że zawdzięcza wszystko sobie, więc czekam na ciąg dalszy. O historię o trudnym dzieciństwie, chorobie, problemach z alkoholem, braku tolerancji, wyśmiewaniu przez rówieśników, molestowaniu. Czym różnić się będzie Jessica Mercedes od Ilony Felicjańskiej, Tomka Jacykowa? Przecież oni też znają się na wszystkim, też występują w telewizji śniadaniowej, też o co ich nie zapytasz, zawsze chętnie podzielą się swoją opinią i podzielą się historią… o sobie.  Jessico, pora napisać książkę, jak każdy porządny celebryta.

Za moich czasów szczeniackich czasów  powiedziałoby się ale komercha, sprzedała się. Ponieważ jestem już duża i bardziej rozsądna zwyczajnie nie odwiedzam już wielu blogów modowych. Wiernie, jednak śledzę trzy blogi:

Macademian Girl, której nie cierpię za mozaiki, gdzie tym razem o niej pisali, gdzie nie wystąpiła i której zwyczajnie nie lubię słuchać ani czytać, ale uwielbiam jej fantazyjne stroje i zazdroszczę jej odwagi.

Szafa Sztywniary, która fantastycznie pisze, ma świetne poczucie humoru. Pokochałam ją za jeden z tekstów o torebce, która była dla niej robiona. Nawet nie pamiętam, kto ją robił, ale seria zdjęć z procesu powstawania tej torebki, cały ten artykuł świadczy o poziomie bloga. Sztywniara nie pokazuje zdjęć z zakupów w Paryżu, czy Nowym Yorku. Nie pokazuje torebki za kilka (-naście, -dziesiąt) tysięcy. Sztywniara pokazuje zakład od podszewki, opowiada historię tej jednej, jedynej rzeczy, wyrobu rzemieślniczego, który powstał specjalnie dla niej.

Styledigger, której blog i pojmowanie prowadzenia bloga znacznie się zmieniło. Styledigger i Sztywniara nie są już szafiarkami. One są blogerkami, mają swój niepowtarzalny styl, który może się podobać, lub nie. Bedziemy chciały go naśladować, lub nie, ale musimy go docenić. Dziewczyny nie ubierają się w to, co jest modne w tym sezonie, one szukają rzeczy bardziej uniwersalnych i zgadzających się z ich osobowościami i ich stylem. Dziewczyny mają styl i klasę! Nawet w ogrodniczkach, czy żółtym, przeciwdeszczowym płaszczu:). A co najfajniejsze, szczególnie w blogu Styledigger jest to, że  jej stylizacji jest coraz mniej. Stala się bardziej blogerką lifestyle, niż modową. Joanna zachęca do zastanowienia się, czy naprawdę potrzebujemy tyle ciuszków, par butów. Czy musimy śledzić aktualne trendy? Czy nie lepiej zwolnić i szybkie zakupy zamienić, na te bardziej przemyślane, ilość zastąpić jakością? Propagatorka slow fashion to właśnie Styledigger.

Życzę szafiarkom zastosowania znanej w modzie zasady less is more,  w odniesieniu do swojej obecności w mediach.

Pin on PinterestShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on Google+Print this page

2 Comments

  • Zgadzam się z przekazem, ale nie z jego formą – co to za twór: „kilka lat temu, kiedy wchodziło się na szafiarskiego bloga mogłam zostać zainspirowana”? Poza tym: interpunkcja, interpunkcja i jeszcze raz interpunkcja (z naciskiem na nadużywanie przecinków i operowanie spacjami w okolicach nawiasów).
    W ostatecznym rozrachunku lepiej mieć coś w głowie, tylko nieco nieporadnie przelewać to COŚ na papier, niż nie mieć w łepetynie nic i to NIC zamieniać na modowe focie 😉

    View Comment
  • Właśnie przypadkiem trafiłam na ten wpis. Wielkie dzięki za miłe słowa! :)

    Zgadzam się, że że blogi szafiarskie nie są już tym, czym były na początku, czyli całkowitym przeciwieństwem tego idealnego, wyfotoszopowanego świata celebrytek, modelek i kreacji za milion. Ze zwyczajnych dziewczyn szafiarki same stały się celebrytkami. W sumie pewnie to było nieuniknione, ale jednak trochę szkoda.

    View Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*