źródło: http://www.komixery.pl/4868/56-Polakow-Nie-Czyta-Ksiazek
źródło: http://www.komixery.pl/4868/56-Polakow-Nie-Czyta-Ksiazek

Szczepan Twardoch – czytanie jest przereklamowane

Pin on PinterestShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on Google+Print this page

Bardzo podoba mi się teza Szczepana Twardocha w dyskusji z trójką młodych ludzi, którzy nijak nie potrafią obronić swojej tezy, że czytać warto, a kampanie społeczne na rzecz ów tezy są rzeczywiście potrzebne.

 Abstrahując od samej debaty, do której obejrzenia gorąco zachęcam, stwierdzam – owszem, czytanie jest przereklamowane. Używając argumentu, który wyciągnął Szczepan Twardoch, zachęcanie do czytania, dla samego czytania, samej czynności składania liter w słowa i treningu umysłu, jest niepotrzebne. Można to robić na wiele sposobów.

Ludzie książki czytają. Ludzie książki kupują. Jednak jak to bywa z różnymi wymiarami kultury, podobnie z książką – ideał sięgnął bruku. Rynek wydawniczy i konsumencki stał się popkulturowy. Sprawdźmy listy bestsellerów. Być może znajdzie się na nich kilka książek dobrych, jednak z obserwacji księgarza mogę powiedzieć jedno – najlepiej sprzedaje się papka. Do kina najwięcej osób idzie , na naładowane efektami specjalnymi blockbustery, które przede wszystkim są maszyną do zarabiania pieniędzy. Oczywiście popkultura lepsza od braku kultury. Z tym, że w przypadku popkultury nie mamy za bardzo do czynienia z dziełem, a z produktem. Z produktem podpartym machiną kampanii reklamowej. Kampanii, która swoją drogą wmówiła kobietom na całym świecie, że „50 twarzy Greya” to, co innego, niż harlequin w stonowanej okładce? Jaką wartość ma przeczytanie kolejnej powieści z panem z gołą klatą na okładce, książki Ilony Felicjańskiej, książki o One Direction, kolejnej książki Daniele Steel, steku bzdur Beaty Pawlikowskiej o tym jak żyć?

Nie każdy produkt jest zły. W końcu rozrywka nie zawsze musi być wysoka, nie ma nic złego w obejrzeniu blockbustera i świetnej przy tym zabawie. Nie ma nic złego w przeczytaniu od czasu do czasu, dobrze skrojonego horroru, romansu, fantastyki. Nie musimy czytać Miłosza. Nie musimy męczyć się nad dziełami noblistów i nie muszą się one nam podobać. Warto wyrabiać gust czytelniczy, jednak nikogo do tego nie zmusimy. Za moich czasów szkolnych (jak jest teraz – nie wiem) miałam do czynienia w większości z powieściami, po które nigdy w życiu bym sama nie sięgnęła i nie przebrnęłabym przez nie bez siekiery nad głową w postaci rodziców i programu nauczania. Uważam, że były mi potrzebne, dla samej wiedzy o ich istnieniu i dowiedzeniu się czego nie lubię. Nie dam sobie jednak wmówić przy argumentach wprowadzenia książek takich jak „Harry Potter” do kanonu lektur szkolnych, że ułatwią one wzbudzenie zamiłowania do czytania u dzieci. Nie wiem, co za pedagodzy się tym zajmują, ale powinni dowiedzieć się, że dzieciak, któremu każe się coś zrobić, będzie zapierał się rękami i nogami, by jednak ominąć ten przykry obowiązek. I dalej będzie nienawidził tak samo aparatu nacisku, jak i jego środków. Owszem, lektury szkoły podstawowej jak „Janko Muzykant”, czy „Łysek z pokładu Idy” nie są może najlepszą lekturą dla dzieci (sama zastanawiam, się jak to możliwe, że po ich przeczytaniu moje dzieciństwo mogę nadal uznawać za szczęśliwe, chyba tylko dzięki temu, że dzieci szybko zapominają traumy), ale być może  warto je zastąpić „Muminkami”, „Kubusiem Puchatkiem”, „Piotrusiem Panem”? Jeśli chodzi o dalszy etap edukacji, szkoły ponadpodstawowe są jedyną okazją użycia uzasadnionego przymusu, do zapoznania młodzieży z literaturą z wyższej półki. Nie chcę mylić pojęć ludzi inteligentnych z wykształconymi, ale jeśli ktoś pretenduje do średniego wykształcenia, to nie ma zmiłuj. Musi znać literackie reguły, dogmaty, podstawy, by zrozumieć epokę, którą poznaje, zarówno literacką, jak i historyczną. Lektury szkolne nie muszą być atrakcyjne, jeśli ktoś odczuwa potrzebę czytania, oglądania filmów, słuchania muzyki – kontaktu z kulturą, będzie to robił pomimo lektury „Chłopów”, czy „Pana Tadeusza”, ponieważ wie, że wszystko w życiu jest różnorodne – kuchnia, sztuka, literatura, opinie, etc. Z czytaniem jest trochę, jak z kulturą osobistą, jeśli nie wyniesiesz jej z domu, nikt Cię jej nie nauczy.

Odchodząc od tematu kanonu lektur szkolnych, chciałabym zaapelować do obrońców tezy zachęcającej do czytania, by nie bronili książki samej w sobie. By przestali wierzyć w sacrum słowa pisanego. Bo to, prowadzi, albo do zachwycania się Kuczokiem, Masłowską (podejście nazwijmy to – hipsterskie), lub „50 twarzami Greya”, czy Daniele Steel (podejście fastfoodowe). Skoro papier przyjął takich autorów/powieści, to przyjmie wszystko.

Czytanie jest przereklamowane, bo obecnie do kontaktu z kulturą możemy posługiwać się różnorodnymi mediami. Mamy film, z roku na rok coraz ciekawsze tytuły seriali, muzykę, fotografię cyfrową. Jeszcze raz z perspektywy księgarza – czytanie nie jest wyznacznikiem inteligencji.  Nie jest wyznacznikiem wrażliwości, ani kultury osobistej. Nie idzie też w parze w wykształceniem, które na poziomie wyższym może obecnie osiągnąć każdy. Być może trójka studentów zmieniłaby zdanie, gdyby zaobserwowali, jakie książki kupują klienci księgarń i złapaliby się za głowę, jak i ja czasami mam ochotę robić :) Książka nie jest wartością samą w sobie, choć w takich wierzeniach jesteśmy wychowywani. Owszem, dobrej książce należy się szacunek, ale złą możemy spokojnie wyrzucić do kosza. Nie zachęcajmy do czytania, jako przynależności do snobistycznego, elitarnego klubu moli książkowych gardzących statystycznymi Polakami, którzy nie sięgają po książki. Bo nie jest to klub elitarny, ale snobistyczny owszem. Zachęcajmy ludzi do obcowania z kulturą, do posiadania własnych gustów i zainteresowań. Zachęcajmy ludzi przede wszystkim do odpoczynku i chwili dla siebie, bo to podnosi jakość i zadowolenie z naszego życia. Zachęcajmy ludzi do znajdowania czasu na wzbogacanie swojego życia, bez względu na to, czy będzie to jazda na rowerze, obróbka drewna, wizyta w operze, czytanie książki, czy cokolwiek innego.

Pin on PinterestShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on TumblrShare on Google+Print this page

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*