Obiecałam, że nie będę tego robić, bo nigdy nie dotrzymuję postanowień. Zwyczajnie o nich zapominam. Poza jednym (schudnij!), chociaż i tak nic z niego nie wychodzi. Tym razem będzie tak samo, ale niech tam.
1. Dopilnować, żeby za rok mama nie musiała obsługiwać wszystkich w święta. Najlepiej to zbojkotować święta polegające na obżeraniu się.
2. Nauczyć się piec. Nie posiadając tej umiejętności sama sobie krzywdę robię.
3. Czytać. Otóż moi drodzy po przeczytaniu ostatnio „Lśnienia” kilka tygodni temu i kilkunastu stron „Blaszanego bębenka” spędziłam święta bezproduktywnie. We wtorek K. obiecał mi „Lolitę”. Czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Postarać się nadrobić z „klasykami”.
4. Pisać. Wrócić do wierszy i dłuższych form.
5. Wykupić w końcu karnet na solarium po tym, jak już się zagoję.
6. Powoli, sukcesywnie uzupełniać swoją szafę. Do tej pory wchodziłam do sklepu i albo nie podobało mi się nic, albo za dużo i nie mogąc się na nic zdecydować zostawałam bez niczego.
7. Jeśli jednak zostanę bez niczego po wielogodzinnych zakupach nie pocieszać się kolejną parą kolczyków. Zainwestować w bransoletki, wisiorki, etc.
7. Skukcesywnie opróżniać szafę z rzeczy, w których nie chodziłam od 6 miesięcy.
8. Jak już będzie mgr przed nazwiskiem zrobić sobie dziarę na… ? Ale zrobić!
9. Wszędzie wozić ze sobą stopery.
10. Nie wpaść w łapy nałogowego kupowania na allegro (własnie zakupiłam wisiorek z sową! i więcej nie będę! obiecuję!).
11. Zrobić coś ze sobą. Najlepiej zrobić tak, żebym zajmowała nieco mniejszą powierzchnię.
12. Iść do okulisty, bom ślepa niczym kret.
etc., etc.
A Wy macie jakieś postanowienia?










