Bycie singlem, jakoś nigdy mi szczególnie nie doskwierało w czasach, kiedy do bycia singlem byłam zmuszana. Bo przecież zazwyczaj jest tak, że coś, lub ktoś nas do tego zmusza.
Pominę temat samotnych kobiet, znam taką, której chcę powiedzieć, żeby była samotna gdzie indziej. Jest to jedyny przypadek żeński z mojego otoczenia, który radzi sobie z singliestwem gorzej niż przeciętny mężczyzna.
Dzisiaj krótko, ale czy nie zauważyliście, że jeden facet, który jest singlem zaczyna przesadnie dbać o siebie, stara się robić z siebie bardziej wrażliwego i bardziej inteligentnego, taki Dżony Dip ze szczeniaczkiem w dłoniach, z którym pogadasz nad wyższością 1 sezonu Seksu w Wielkim Mieście nad 6? Drugi z kolei zaczyna uważać kobiety za złe do szpiku kości i stylizuje się na skurwiela płacząc do wódki, bądź poduszki podczas robienia sobie dobrze?
Jako osoba znająca się na wszystkim stwierdzam… no dobra, „zadaję pytanie” czy to przypadkiem nie jest wyraz pewnej desperacji? Jakby, ktoś był bez okresu przejściowego, „jestem singlem, teraz zadbam o siebie dla siebie (celowo bez przecinka)”. Bo przecież nie ma sposobu na znalezienie kogoś do kochania nas, jeśli nie będziemy kochać siebie, nawet w tedy, kiedy jesteśmy samotni.

